sobota, 26 października 2013

6. Przyjaciele wierzą do końca.

Aizen siedział w swoim pokoju, obserwując przez monitoring całe Las Noches. Nagle wszedł jeden z arrancarów, który podszedł do głównego ekranu kompureta i zaczął mówić:
- Azienie- sama dostaliśmy wiadomość, że trójka shinigami i jeden quinshy wdarli się do Hueco Moundo.
Włączył obraz na ekranie. Przedstawiał on cztery biegnące przed siebie osoby:
- Według naszych danych są to Kurosaki Ichigo, Kuchiki Rukia, Uryuu Ishida i vice-kapitan 10 oddziłu , Matsumoto Rangiku. Przedostali się tutaj około 5 minut temu.
Aizen obejrzał ich sobie dokładnie.
- Hmm, więc przyszli ratować przyjaciela? Jakże szlachetnie i głupio zarazem. Zmarnują tylko jej poświęcenie. No ale cóż. Wykaż rozkaz zabicia ich. I może jeszcze nakaż Ulquioorrze, żeby przekazał wieści Orihime. To będzie ciekawy teatrzyk.
- Tak jest, Aizen-sama.
   
    Stałam w prawie pustym pokoju, i wyglądałam przez zakratowane okno na srebrzysty księżyc. drzwi wyjściowe były tak opancerzone, że sama nie mogę wyjść. Byłam ubrana w strój Espady, który kazano mi założyć. Wiedziałam , że coś było nie tak, Ta cisza na pewno zwiastowała okropną burzę. Nagle wszedł Ulquiorra.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co się teraz dzieje, kobieto ?
- Ależ, czy coś się stało panu Aizenowi, czy mam go uleczyć ?
-Nie chodzi mi o to. Widzisz twoi jakże naiwni przyjaciele przedostali się do Hueco Moundo.
- Jak to .......
- Tak. Z tego co wiem są już pod bramami Las Noches. Wydano rozkaz zabicia ich.
- Nie ... kłamiesz ...
- W jakim celu miałbym kłamać, kobieto ? Ale to było do przewidzenia, czego można spodziewać się po głupich ludziach ? Sami siebie wiodą na pewną śmierć. To takie żałosne.
  To było niemożliwe. Przecież to ja miałam się poświęcić,a oni mieli być bezpieczni. Dlaczego oni to robią? Łzy napłynęły mi do oczy i zaczęłam płakać. 
-Proszę uratuj ich, błagam cię ! Zrobię wszystko, tylko ich uratuj, Ulquiorra !
Shiffer patrzył na mnie z lekkim zmieszaniem w oczach, ale w pewnym momencie podszedł do mnie. Objął moją głowę rękoma, po czym przycisnął ją do swojej klatki piersiowej.
- Przykro mi, ale nie jestem w stanie nic zrobić. Za głupotę płaci się wysoką cenę.
Pocałował mnie w głowę i wyszedł z pokoju. Zostałam ze świadomością, że moi przyjaciele mogą zginąć w każdej chwili, a może nawet już nie żyją, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego przyjaciele zawsze wierzą do końca ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz