poniedziałek, 28 października 2013

9. Początek końca


 Nagle usłyszałam wielki wybuch w zamku. Poderwałam się z kanapy, na której siedziałam. Ulquiorra wpadł do mojego pokoju i wziął mnie na ręce.
- Musimy stąd jak najszybciej wyjść.
- Dlaczego ?
- Twój przyjaciel , Kurosaki Ichigo, wpadł w szał i przybrał formę Vasto Lorde, jest niebezpieczny.
Ichigo ? Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie, choć może powinnam bardziej martwić się o tych w jego otoczeniu. Ulquiorra niósł mnie długi czas, aż dostaliśmy się do miejsca, które było bardzo wysoko.
- Gdzie my jesteśmy ?
- Nad kopułą pana Aizena, czyli na szczycie Las Noches.
- Dlaczego tu jesteśmy ? Powinniśmy wyjść z zamku i uciekać jak najdalej.
-Nie. Twój przyjaciel, nie przestanie do puki ktoś go nie powstrzyma. W tym stanie zachowuje się jak zwierzę. Może zrobić krzywdę nawet tobie. 
- Tym bardziej powinniśmy uciekać, Ulquiorra !
On był cicho. Kompletnie nic nie mówił. Patrzył tylko w oddale nostalgicznym wzrokiem.
- Widzisz, Aizen-sama został przez niego pokonany ...
Wytrzeszczyłam oczy. Jak to możliwe, że sam Aizen  może zostać pokonany. Ichigo musiał być bardzo silny, a może raczej bardzo wściekły.
- W tym czasie jeszcze nikt nie zdołał go pokonać. Dlatego ja muszę cię ochronić ...
- Co chcesz przez to powiedzieć ?
- Że to jest pożegnanie. Nie dam rady go pokonać, ale znam technikę, która zabije i jego i mnie.
Zaczęłam płakać i przytuliłam się do niego. Przez łzy tylko krzyczałam:
- Nie odchodź, nie zostawiaj mnie, proszę.
Lekko odsunął mnie od siebie.
- Gdy to się już skończy, wróć na ziemię, zaprowadź normalne, szczęśliwe życie, znajdź sobie kogoś kto cię pokocha tak mocno jak ja i którego ty też będziesz kochać. Miej dzieci, zestarzej się i na końcu powiedz ,,jestem szczęśliwa".
- Ale ja kocham tylko Ciebie, nie mówiłam ci tego, ale tak było... było od samego początku ! Nie chce nikogo innego niż ciebie ! Błagam nie poświęcaj się teraz !
- Jeśli tego nie zrobię, zginiesz, a tego sobie bym nigdy nie wybaczył. Jeżeli teraz zdołam ocalić twoje życie, będzie to dla mnie najpiękniejsza i najszczęśliwsza rzecz jaką sobie wyobrażam. Pogódź się z tym, że nie cofnę moich słów, ani mojej decyzji.
Teraz już nie płakałam, a szlochałam. Nikt dla mnie nigdy nie zrobił czegoś takiego. Nie chciałam go stracić,Ja naprawdę go kochałam i nie wyobrażałam sobie świata bez niego. Gdy w końcu miałam szanse na szczęście, zostało ono zabite.
W tym momencie na dachu pojawił się Ichigo. Wyglądał strasznie. Raietsu, które od niego emanowało było przygniatające i takie złe. Staną na przeciwko Ulquiorry. Zaczął się początek końca.

8. Czy to już miłość ?

   Siedziałam sama w pokoju. Ulquiorra wyszedł zaraz po tym ja skończył mnie całować. Wyglądało to tak jakby się tego wstydził. Albo może nie byłam wystarczająco dobra by był tym usatysfakcjonowany. Nie wiem czemu się tym tak przejmuję. On jest wrogiem Soul Society, moich przyjaciół powinnam go nienawidzić, ale ...
   Nagle wszedł. Spojrzał na mnie.
-Czy możesz ze mną na chwilę wyjść, kobieto?
- T-tak oczywiście.
Złapał mnie za rękę i prowadził gdzieś po schodach. Dotarliśmy do pięknych białych drzwi. Ulquiorra otworzył je  i wyszliśmy na piękny taras, z którego było widać całe Las Noches. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam błękitne niebo i słońce. Dzień ? Jak to możliwe, tutaj w Hueco Moundo ?
- Dlaczego tutaj jest dzień ?
- Widzisz, Aizen-sama stworzył nad Las Noches kopułę, która imituję słoneczny dzień.
- Ahh, rozumiem.
- Usiądź kobieto, chciałbym o czymś z tobą porozmawiać.
Przestraszyłam się. Pewnie chciał mi powiedzieć jak to ja kiepsko całuję.
- Chciałem cię przeprosić ...
-  Hę ?
- Za to co się stało w twoim pokoju, działałem pod wpływem impulsu, wybacz mi proszę.
- Nie, nic się nie stało. Czekałam na to od dawna ....
< AAAAAAAAAAAA ja to powiedziałam na głos ???????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!>
- Słucham ?
- Nie ... to znaczy ..... ja .... no wiesz...... możesz o tym zapomnieć ???...
Popatrzył na mnie chwilę lekko zmieszany, potem (ku mojemu zdziwieniu ) przysunął swoją twarz do mojej na odległość jakichś 2 cm. Patrzył mi głęboko w oczy. Znowu mnie pocałował.
- Czy ty jesteś pewna tego co robisz ? Przecież wiesz jaki jestem.
- Nie- nie przeszkadza mi to.
Uśmiechnął się lekko, przytulił mnie i odprowadził do pokoju. Byłam taka szczęśliwa. Uwielbiam w nim wszystko bez najmniejszego wyjątku. Jego charakter, wygląd, sposób bycia.
Czy to już jest miłość ? ..................................

7. Czym jest dusza ?

    Nagle do mojego pokoju wszedł Ulquiorra. Od samego początku czułam, że coś jest nie tak. Miałam nadzieję, że się mylę, ale od pewnego czasu przestałam czuć raietsu Rangiku, miałam nadzieję, że nic jej nie jest, ale to było praktycznie  nie możliwą  fantazją.
- Pewnie już zauważyłaś, kobieto ...
- Czy coś poważnego jej się stało ?
- To zależy od tego, co rozumiesz przez słowo ,,poważne", po prostu została zabita przez Espadę.
Wytrzeszczyłam oczy. <To się nie dzieję... Jak to ... Rangiku ... zabita ? Przecież ona była taka silna.>
Zaczęłam płakać. Ulquiorra podszedł i pochylił się nade mną.
- Czy oczekujesz, że teraz powiem coś w stylu ,,wszystko będzie dobrze"? To tylko śmierć, naturalny czynnik. To tylko ciało, było widome, że kiedyś zostanie zniszczone.
- To.. to nie chodzi o ciało ! Ty nic nie rozumiesz ! Co się stanie z jej duszą ! Ona jest shinigami nie wróci już do Soul Society !
- Duszy ? Przecież nic takiego nie istniej, kobieto. Czym jest dusza ? Czy znajdę ją gdy rozerwę cię na pół? Czy będzie leżeć między płucami a sercem ? Czy będę mógł w ogóle ją zobaczyć ?
- Dusza ... dusza to... ona nie jest namacalna !
- To znaczy, że nie istnieje.
- Mylisz się, to dzięki duszy możemy być ludźmi, nie zależnie od tego czy dobrymi, czy złymi. Każdy ma własną, odmienną duszę, to dlatego nie ma dwóch takich samych ludzi. Dusza to między innymi uczucia.
- Uczucia powiadasz. Więc może dlatego pojęcie duszy jest mi całkowicie obce.
- Jak to, przecież każdy ma uczucia, ty także.
- Nie, jedyne co czuję ja to pustka. Nic więcej.
- Jak to ?
- Gdy się urodziłem, byłem całkowicie inny niż reszta hollowów. Wszyscy byli czarni, podczas gdy ja miałem białą barwę. Zapewne tego nie wiesz, ale odmieńcy są traktowani jak śmiecie, albo i coś gorszego. Więc musiałem wyzbyć się wszelkich moich uczuć, zastąpiłem je pustką.
Zwiesiłam głowę.
- Ja ... ja dobrze wiem jak to jest być odmieńcem, bo ja mam tak na co dzień. Ale cieszę się, że mi to powiedziałeś, ponieważ sama prawie wypełniłam się pustką, teraz będę na to uważać. Teraz widzę, jak to się może skończyć. Tak, że znienawidzisz wszystkiego co jest wokół ciebie; ludzi, rzeczy i nawet siebie samego. Zostajesz zupełnie sam, na zawsze.
Ulquiorra patrzył na mnie wzrokiem pełnym zdziwienia. Nagle mnie objął.
- To ciekawe ... nigdy bym nie przypuszczał, że taka dziewczyna jak ty może znać uczucie samotności tak dobrze jak ja. Jesteś interesująca, kobieto.
Zarumieniłam się i przytuliłam do niego. Był cieplejszy niż sobie wyobrażałam (dobra właśnie się przyznałam, że sobie to wizualizowałam w głowie, no nie ważne). Spojrzałam mu w oczy, były tak głębokie i piękne. Zanim się zorientowałam co się dzieje zaczęliśmy się całować.

niedziela, 27 października 2013

Śmierć Rangiku

 Było dokładnie tak, jak powiedział Ulquiorra. Moi przyjaciele stanęli do walki z bardzo trudnymi przeciwnikami. Lecz Rangiku, natrafiła na Espadę. Llargo Yammi #0 Espada, którego atrybutem śmierci była wściekłość. Właśnie jemu musiała stawić czoła Matsumoto. Była najsilniejsza ze wszystkich przybyłych do Houeco Moundo, ale czy siła vice-kapitana mogła się równać z tą mocą ? Jej zampaktou, Haineko, nie dawała rady przebijać się przez twarde i wytrzymałe hierro. Magia demoniczna takżnie nie pomagała, ponieważ Yammi za każdym razem robił zwinny unik. Gdy Rangiku zużywała dużo swojego raietsu, Espada nawet się nie spocił, nie wspominając o traceniu energii. Gdy kbieta nie mogła już wykonać jakiegokolwiek ruchu, Llargo uderzył ją swoim Cero, które było uważane za jedne z najlepszych wśród arrancarów. Po tym potężnym ciosie, Matsumoto ledwie trzymała się na nogach, jednak wstała i spojrzała Yammiemu w oczy.
- I co, kobitko, myślisz, że tymi pięknymi oczami zdołasz się uchronić przed śmiercią ?
- Uchronić ? Wolne żarty. Ja... ja się nie poddaje. Do puki nie sprowadzę Orihime z powrotem.
- Hahaha. Zabawna jesteś, trzeba ci przyznać. Masz gadane, ale nic więcej. Nic mi nie zrobisz tymi swoimi słabymi atakami, które i tak mnie nie ranią.
- I to ma być powód? I to ma być powód, żeby się poddać ? Żeby porzucić przyjaciela ? Jesteś żałosny.
- Taka jesteś mądra. Dobra, nie będę miał litości. Zabiję cię tu  i teraz !!!
Rangiku już nie mogła się ruszać. Nie mogła atakować ani robić uników. Po prostu przyjmowała potężne ataki. Jej kości pękały, organy miażdżyły się, a serce płakało, że nie zdołało uratować Orihime.
Yammi na chwilę przestał atakować, a Matsumoto upadła na ziemię. To był  już jej koniec. Espada podszedł do niej. Uśmiechnął się szyderczo :
- I co, chyba jednak trzeba było się poddać czyż nie ?- Podniósł swoją katanę nad kobietą.
- Nie, mylisz się.Nawet teraz w obliczu śmierci, niczego nie żałuję. Gdybym wtedy uciekła, przegrałabym na starcie. Ale ja walczyłam z tobą w niezwykle ważnej sprawie. Ponieważ dla mnie .... dla mnie przyjaciele, to jedyna rodzina jaką mam i zawsze będę ją chronić, bez względu na moje szanse na wygraną !
- Ah, tak shinigami ? Więc giń, giń w świadomości, że nikogo nie zdołałaś uratować !
Llargo przeszył ją kataną . Rangiku kaszlnęła krwią.
- Nie ty ... ty mylisz się.
- Oh ostatnie słowa ? Chętnie wysłucham/
- Ty ... nigdy... ni waż się.... lekceważyć ....  siły naszej .... rodziny....
Po tych słowach Matsumoto rozłożyła się na cząsteczki duchowe i odeszła na zawsze.

sobota, 26 października 2013

6. Przyjaciele wierzą do końca.

Aizen siedział w swoim pokoju, obserwując przez monitoring całe Las Noches. Nagle wszedł jeden z arrancarów, który podszedł do głównego ekranu kompureta i zaczął mówić:
- Azienie- sama dostaliśmy wiadomość, że trójka shinigami i jeden quinshy wdarli się do Hueco Moundo.
Włączył obraz na ekranie. Przedstawiał on cztery biegnące przed siebie osoby:
- Według naszych danych są to Kurosaki Ichigo, Kuchiki Rukia, Uryuu Ishida i vice-kapitan 10 oddziłu , Matsumoto Rangiku. Przedostali się tutaj około 5 minut temu.
Aizen obejrzał ich sobie dokładnie.
- Hmm, więc przyszli ratować przyjaciela? Jakże szlachetnie i głupio zarazem. Zmarnują tylko jej poświęcenie. No ale cóż. Wykaż rozkaz zabicia ich. I może jeszcze nakaż Ulquioorrze, żeby przekazał wieści Orihime. To będzie ciekawy teatrzyk.
- Tak jest, Aizen-sama.
   
    Stałam w prawie pustym pokoju, i wyglądałam przez zakratowane okno na srebrzysty księżyc. drzwi wyjściowe były tak opancerzone, że sama nie mogę wyjść. Byłam ubrana w strój Espady, który kazano mi założyć. Wiedziałam , że coś było nie tak, Ta cisza na pewno zwiastowała okropną burzę. Nagle wszedł Ulquiorra.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co się teraz dzieje, kobieto ?
- Ależ, czy coś się stało panu Aizenowi, czy mam go uleczyć ?
-Nie chodzi mi o to. Widzisz twoi jakże naiwni przyjaciele przedostali się do Hueco Moundo.
- Jak to .......
- Tak. Z tego co wiem są już pod bramami Las Noches. Wydano rozkaz zabicia ich.
- Nie ... kłamiesz ...
- W jakim celu miałbym kłamać, kobieto ? Ale to było do przewidzenia, czego można spodziewać się po głupich ludziach ? Sami siebie wiodą na pewną śmierć. To takie żałosne.
  To było niemożliwe. Przecież to ja miałam się poświęcić,a oni mieli być bezpieczni. Dlaczego oni to robią? Łzy napłynęły mi do oczy i zaczęłam płakać. 
-Proszę uratuj ich, błagam cię ! Zrobię wszystko, tylko ich uratuj, Ulquiorra !
Shiffer patrzył na mnie z lekkim zmieszaniem w oczach, ale w pewnym momencie podszedł do mnie. Objął moją głowę rękoma, po czym przycisnął ją do swojej klatki piersiowej.
- Przykro mi, ale nie jestem w stanie nic zrobić. Za głupotę płaci się wysoką cenę.
Pocałował mnie w głowę i wyszedł z pokoju. Zostałam ze świadomością, że moi przyjaciele mogą zginąć w każdej chwili, a może nawet już nie żyją, a ja nie mogłam nic zrobić. Dlaczego przyjaciele zawsze wierzą do końca ?

5. Traktat z diabłem


 Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, bardzo zaciekawiony. Nagle rzekł:
-Wybacz mi Orihime, że tak naglę cię wezwałem, to musiał być dla ciebie nie mały szok. Przepraszam.
Zawahałam się, czy mu odpowiedzieć, czy przemilczeć , ale uznała, że brak odpowiedzi z mojej strony może go zdenerwować, a nie chciałam narażać się na jego gniew.
-Nie... nic się nie stało. 
- Całe szczęście. Jednak, moja droga Orihime, zanim zaczniemy naszą współpracę, musisz zrobić jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Widzisz sprawa polega na tym, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że zawiązałaś silne więzi z shinigami z Soul Society, Chyba rozumiesz, że przez ten fakt nie możemy do końca ci ufać. Dlatego pragnę, abyś złożyła przysięgę.
-Przysięgę ?
- Dokładnie. Za chwile zbierze się tu Cała Espada i na ich oczach przyrzekniesz posłuszeństwo i lojalność wobec nas. Czy jest z tym jakiś problem
Jakiś problem? Wielki problem ! Obecność dwóch członów jednocześnie sprawiła, że nie mogłam się ruszać, a teraz ma się pojawić cała dziesiątka. Ja tu chyba prędzej na zawał padnę, niż mu wydukam tę przysięgę. Ahhh, ale odpowiedziałam oczywiście:
- Nie, nie ma żadnego problemu.
- To znakomicie. Espado proszę wejdźcie do środka ! - Zawołał. W tym momencie do pomieszczenia weszło dziesięć osób. Jednak ustawiły się w ciemnych kątach pomieszczenia, przez co nie widziała ich twarzy, co było jeszcze bardziej przerażające.
-Teraz Orihime, powtórz słowa przysięgi : ,,Powierzam moje ciało, duszę, moce i umysł Aizenowi-sama i nigdy nie zdradzę zaufania,którym mnie obdarzył. Jednocześnie wyrzekam się wszelkich więzi łączących mnie z Soul Society. Zarzekam się na oczach całej Espady."
Zwiesiłam głowę tak, aby moje włosy zasłaniały mi oczy, zacisnęłam pięści i powtórzyłam słowa przysięgi.Ta deklaracja oznaczła jedno. Sprzedanie całej siebie złu. Jednak świadomość tego, że dzięki temu moi przyjaciele są bezpieczni lekko podnosiła mnie na duchu. Rozejrzałam się  po sali. Oczy Ulquiorry były we mnie wpatrzone. A oczy miał takie piękne .... Chwila moment, o czy ma myślę w takiej chwili ? Nie o czym ja w ogóle myślę ? W tej chwili było prawdą tylko to, że nie ma już dla mnie powrotu. 

4.Dusza, która zaczyna wygasać.


Przybyliśmy do Hueco Moundo. Jeszcze nigdy nie widziałam tak ponurego miejsca. Gdzie okiem nie sięgnąć tam ogromna, niekończąca się, biała pustynia. Jedynym światłem tutaj, był księżyc. Dotarliśmy do zamku Las Noches, który stał w samym środku tej pustki. Weszliśmy do środka. Gdy tylko przekroczyłam próg usłyszałam rozbawiony, męski głos :
- Hahaha, to jest niby ta kobieta, która potrafi działać cuda? To chuchro? Wolne żarty ! Chyba coś ci się pomyliło Ulquiorra !
Nagle z ciemności wyłonił się dobrze zbudowany, niebieskowłosy mężczyzna w stroju Espady. Miał szeroki uśmiech, wyrażający drwinę. Był naprawdę straszny. Wertował mnie wzrokiem. Stach pozar kolejny sparaliżował moje kończyny. Wytrzeszczyłam oczy, zakryła usta dłonią i cofnęłam się parę kroków do tyłu. Ulquiorra spojrzał na mnie, chciała powiedzieć coś w stylu ,,wszystko w porządku" lub coś w tym rodzaju, ale nie potrafiłam wydusić nawet jednego słowa. Niespodziewanie Shiffer chwycił mnie za rękię i przyciągnął blisko siebie. Zarumieniłam się. Kierując wzrok na mężczyznę zaczął mówić:
- Nie musisz się bać, kobieto. To jest Grimmjow Jagerjaquez, sexta Espada. Tak jak ja jest pod władzą Aizena-sama, więc nie ma prawa nic ci zrobić, w przeciwnym wypadku, ja mam prawo go zabić.
Z twarzy Grimmjowa zniknął ten chytry uśmieszek.Odwrócił się na pięcie (wyrażając swój foch) i odszedł w ciemność. Ja cały czas zastanawiałam się kim jest ,,Aizen-sama", słyszałam już wcześniej to nazwisko, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd.  
- Kobieto.
- T-Tak !?
- Teraz udamy się do Aizena -sama, by zawiadomić go o twoim przybyciu.
Kiwnęłam głową w geście potwierdzenia. Jednocześnie byłam przerażona. Kto mógł być tak potężny by zawładnąć cała Espadą i wszystkimi arrancarami ?Jak on w ogóle tego tego dokonał ?
   Tak nad tym dumałam, że nie zauważyłam, że doszliśmy do wielki, zdobionych drzwi. Gdy Ulquiorra otworzył drzwi serce zaczyło mi walić tak szybko, że miałam wrażenie jakby rzucało mną po całym pomieszczeniu. Gdy zobaczyłam człowiek siedzącego na tronie od razu przypomniałam sobie kto to jest.
Był to shinigami, który zdradził Soul Society i osiadł w Hueco Moundo, Aizen Sousuke.

3. Żegnajcie

  Czy on mówił na poważnie ? Moje życie w zamian za życie moich przyjaciół ? To- to niemożliwe. Ale on cały czas patrzył się na mnie, z tą swoją grobową miną wyczekując na odpowiedź.
-Ja .. ja nie pozwolę byś zrobił im krzywdę ! Ale, ale czy mogę się z nimi chociaż pożegnać ?
-Niech tak będzie. Daję ci trzy godziny na zabranie wszystkich swoich rzeczy i pożegnanie. Ale jest jeden warunek. Możesz pożegnać się tylko z jedną osobą, w dodatku, ta osoba nie może dowiedzieć się, że odchodzisz, inaczej zabiję ją. Czy to jest zrozumiałe ?
- Tak, bardzo dobrze zrozumiała.
I odszedł, a ja zostałam ze złamanym sercem. Nie chciałam odchodzić, ani ich zostawiać. Co oni sobie o mnie pomyślą ? Że zdradziłam ich i Soul Society i sprzymierzyłam się z arrancarami. Nawet ja w duchu siebie przeklinała. Jednak, nigdy nie dopuszczę do tego, aby ktokolwiek z nich został zraniony, tylko dlatego, że ja nie byłam w stanie nic poświęcić. To by było niewybaczalne! Dlatego gdy wróciłam do domu, spakowałam wszystkie moje ubrania i inne rzeczy do walizki. Czekałam z niecierpliwością na powrót moich przyjaciół ze Społeczności Dusz. Tak bardzo pragnęłam pożegnać się z każdym.Ale nie miałam takiej opcji. Zdecydowałam, że pójdę do Ichigo i  podziękuję za wszystko co dla mnie zrobił.
  Tak więc zrobiła. Zapukałam do drzwi Kurosakich, otworzył mi jego ojciec. Wpuścił mnie do środka, lecz powiedział, że Ichigo już śpi. Weszłam do jego pokoju i zamknęłam drzwi. Usiadłam przy łóżku i zaczęłam mówić, mając nadzieję, że usłyszy każde moje słowo.
-Kurosaki-kun, mam nadzieję, że mnie usłyszysz ponieważ to ostatni raz, kiedy mój głos dotrze do twoich uszu. Widzisz muszę odejść. Jestem teraz bardzo potrzebna komuś innemu, ale wiedz, że nie robię tego z własnej woli. Lecz dzięki temu uratuję wielu ludzi, a co dla mnie najważniejsze; was. Ale ja (do oczu napłynęły mi łzy i zaczęłam płakać) nigdy nie zapomnę o naszej przyjaźni i zawsze będziecie w moim sercu. To nie ważne, że nasze drogi się rozejdą, to nie ważne, że nie będę was widzieć, mimo to zawsze będę was podziwiać. Pracować nad sobą by kiedyś wam dorównać i w końcu ... znów was spotkać.
Otarłam łzy z oczu. Około pierwszej w nocy poszłam w umówione miejsce. Ulquiorra już na mnie czekał. Ruszyliśmy razem do Hueco Moundo.

2. Decyzja o życiu lub śmierci.

   Dzisiejszy dzień miał być inny. Mieliśmy iść do Soul Society. Już nie mogłam się doczekać kiedy znajdę się wśród swoich. Zapowiadało się cudownie! Przechodząc przez bramę Senkaimon rozmawialiśmy co będziemy dziś robić. Rukia spędzi dzień ze soim bratem, Ichigo potrenuje z Renjim i Ikkaku,a Ishida ma spotkanie z Unohną-san. Ciekawe co będą robić. Może zakładają szkółkę krawiecką. Ja będę spędzała czas z moją bardzo bliską przyjaciólką, Matsumoto Rangiku , już nie mogłam się doczekać. Nie widziałyśmy się już długo i mam jej tyle do powiedzenia. Gdy dotarliśmy do Społeczności dusz każdy rozszedł się w swoją stronę. Poszłam do Baraków 10 oddziału. Zastałam tam Matsumoto siedzącą nad wielką stertą papierów. Wyglądała na znudzoną.
- Ano.. wiataj Rangiku-san.
- Oh, Orihime ! Jak ja dawno cię nie widziałam.
Wstała z krzesła i podbiegła przywitać się ze mną.
-Choć skoczymy na sake !
-Ale, widzę że masz tu chyba sporo roboty, jeśli nie masz czasu ....
- Ależ praca, praca, ona nie ucieknie ! Najwyżej kapitan dostanie napadu szału, ale że mnie nie będzie w pobliżu to wszystko w porządku !
- Dobrze, więc chodźmy.
   Siedziałyśmy w tym barze bardzo długo. Wybiła 22 w nocy, a Rangiku-san była zalana w trupa, więc stwierdziłyśmy, że pora wracać do domu. Otworzono dla mnie bramę Senkaimon i ruszyłam. Szłam kilka minut, zadowolona z dzisiejszego dnia. Nagle poczułam zimny powiew na moich plecach. Obejrzałam się. Za mną zaczęło otwierać się coś czarnego. Emanowało od tego ... złem. Przestaszyłam się i zaczęłam uciekać, aż staciłam tę przerażającą rzecz z oczu. Zatrzymałam się by złapać oddech, gdy nagle usłyszałam głos:
- Twój strach i twoja ucieczka były takie oczywiste. Nawet nie musiałem się zastanawiać jak zareagować w wypadku okiełznania przez ciebie własnego strachu. Lecz nie wypada spodziewać się niczego więcej po człowieku. Żałosne. Wasz strach mnie obrzydza. Jesteś taka głupia, kobieto.
Zamurowało mnie. Czyj to był głos ? Nikogo nie widzę. Dlaczego mówi takie okropne słowa ?
- K...kim jesteś ?!- krzyknęłam. Nagle z mroku zaczęło wychodzić jakaś postać. Był to mężczyzna, dobrze zbudowany, wysoki, o czarnych włosach i zielonych oczach. Był ubrany w biały strój. To przez ubranie domyśliłam się kim jest. On był z Espady!
- Jestem czwarty Espada, Ulquiorra Shiffer.
Wiedziałam. Jest źle.Czego ode mnie chce?
-P..przepraszam, ale czegoś pan ode mnie potrzebuje ?
Patrzył na mnie wzokiem, jakby chciał mnie zabić. Z jednej strony byłam przerażona, a z drugiej chciałam zginąć i już na zawsze zostać w Solu Society. Mimo wszystko chłód bijący od niego, przerażał mnie tak, że nawet nie mogłam się ruszyć.
-Kobieto, chyba zdajesz sobie sprawę ze swojego daru ?
-Daru ?
- Mocy cofania czasu. Cóż, Espadzie bardzo przydałby się ktoś, kto tak skutecznie potrafi leczyć ramy. Więc choć ze mną.
-Ja.. ja przepraszam, ale pracuję dla Społeczności dusz, a wy jesteście jej przeciwnikami !
- Źle mnie zrozumiałaś. To nie była oferta lecz rozkaz. Widzisz wydaje mi się, że nie masz wyboru. Przedstawię ci twoją sytuację, z resztą nie tylko twoją. Za dwie godziny, dokładnie tutaj będą przechodzić Kuchiki Rukia i Kurosaki Ichigo. Cóż, są oni shinigami o nie zbyt ogromnej mocy. Innymi słowy, albo teraz ty idziesz ze mną do Hueco Moundo, albo za dwie godziny twoi przyjaciele zginą.

1. Czy pamiętasz jeszcze to beztroskie niebo ?

 Jak co dzień , słońce zaczęło wznosić się znad horyzontu, rzucając ciepłe, jasne promienie na miasto. Nie spałam już. Moje serce ogarniało dziwne uczucie. Wrażenie nadchodzącego końca. Jakby cało świat miał dziś wybuchnąć, a wybuch pochłonąć wszystkie płaczące dusze na ziemi. Ta wizja towarzyszyła mi coraz częściej. Lecz nić nie mogłam zrobić. Jak zwykle ubrałam się i wyszłam do szkoły, gdzie czekało mnie kilu przyjaciół i całe legiony wrogów. Tak, odrzucenie, pogarda, samotność. To spotyka osoby, które są inne niż cała reszta.Moja odmienność. Jakby to wam wyjaśnić... Nie jestem zwykłym człowiekiem. Posiadam niezwykły dar. Większość nazywa go mocą cofania czasu, lecz w rzeczywistości to sama nie wiem jak go określić. Polega on na tym, że mogę leczyć innych.. Potrafię rekonstruować kończyny a nawet pozbyć się raka czy białaczki. Choć jedynie pomagam ludziom, oni nadal widzą we mnie wroga. Patrzą na mnie z góry. Moi przyjaciele także nie należą do tego świata. Kurosaki Ichigo i Kuchiki Rukia są shinigami, pochodzą z Soul Society, a Uryuu Ishida jest Quinshim. Uwielbiam przebywać z nimi w społeczności dusz. Tam czuję się jakbym była w prawdziwym domu. Z wieloma przyjaciółmi.
     Idąc do szkoły zastanawiałam się jak dziś przetrwam kolejne kilka godzin męki. Gdy weszłam do budynku wszyscy gapili się na mnie, szeptali coś między sobą i chichotali. Z resztą to nic nowego. Chciałam tylko jak najszybciej spotkać moich przyjaciół. Nie lubiłam przebywać sama. Zawsze źle to się dla mnie kończyło. Co chwila ktoś mnie zaczepiał i poniżał, a Ichigo i Rukia budzili strach wśród innych, przez to że byli shinigami. Dzięki temu byłam przy nich bezpieczna.
     Zmierzałam do klasy, gdzie miała się odbyć lekcja fizyki (o zgrozo!). Oczywiście zza progu wyłonili się wyłoniło się trzech chłopaków, a precyzując, moich dręczycieli.
- Patrzcie, patrzcie. Czy to nie ta kosmitka, Orihime ?
-Haha, masz rację Yasutora, chyba dziś nie ma jej strażników !
Po tym pytaniu mocno kopnął mnie w piszczel i upadłam na ziemię. Pociągnął mnie do tyłu za moje długie, rude włosy, tak abym spojrzała na ich twarze, obserwujące mnie z góry. Sprawiało im to nie małą przyjemność.  Już mieli kolejny raz mnie uderzyć, kiedy nadbiegł Ichigo. Dwóch zdołało uciec, a Yasutora został złapany przez mojego przyjaciela, który przeszywał go wzrokiem mówiącym ,,zaraz cię zabiję".
- Dlaczego jej to robicie? Czemu ona wam tak, do cholery, przeszkadza ?!
- Przecież K- Kurosaki-san, my tylko ....
- Nie, to nie jest ,,tylko" , to co wyprawiacie jest poniżej krytyki !
- Ale ... ale ona jest tylko dziwadłem !
Ichigo zmarszczył brwi, a jego wzrok i wyraz twarzy były tak straszne, że nawet mnie zmroziło od środka.
- Ludzie tacy jak ty potwornie mnie wkurzają. Każdy, kto urodziła się na tej planecie ma prawo tutaj żyć! Rozumiesz. Tak samo jak i ty i ja. Czy to naprawdę takie trudne do pojęcia ?
Yasutora był tak przerażony, że nie mógł wykrztusić z siebie nawet jednego słowa. Mój przyjaciel puścił go i odszedł, a ja za nim. Poszliśmy na dach, gdzie czekała na nas Rukia i Ishida.
-Orihime, nic ci nie jest ?
-Nie, przepraszam za kłopot.
- Nie wygłupiaj się ! Najważniejsze, że jesteś cała.
Zapadła chwila cisz, ale ja już się szykowałam, bypowiedzieć coś, co już od dawna w sobie dusiłam.
-Ja... ja zastanawiam się jakby to było, gdybyśmy nigdy im nie powiedzieli. O tym, że jesteśmy inni. Kiedyś nasze życie wyglądało inaczej, byliśmy akceptowani, a teraz?
Spojrzeliśmy po sobie, ze smutnymi minami. Zapadło milczenie. Nagle Rukia zaczęła :
-Ten czas, kiedy byliśmy traktowani normalnie. Czy pamiętasz jeszcze te beztroskie dni i to beztroskie niebo, na które patrzyliśmy ?
- Nie, już dawno o nich zapomniałam.
Zgadza się. Już od 3 lat zostaję tak mocno przygniatana tymi wszystkimi przykrościami, że już nawet nie jestem w stanie przywołać tych dobrych chwil. Jestem tylko odmieńcem, który jest celem do ataku.


  A tak przy okazji, nazywam się Inoue Orihime.

Prolog

   Gdybyś stanął przed wyborem, poświęcić życie swoich przyjaciół, czy sprzedać duszę złu, co byś wybrał? Tak, pewnie wielu z was zastanawia się teraz nad tym.Prawdopodobnie wybieracie drugą opcję, tylko po to by stworzyć złudnego bohatera w swoim sercu. Lecz historia, którą wam przedstawię, będzie diametralnie inna, niż te które znacie. Opowiadać będzie ona o odwadze, pustce, wolności zamkniętej w klatce, o poświęceniu i o miłości.