Jak co dzień , słońce zaczęło wznosić się znad horyzontu, rzucając ciepłe, jasne promienie na miasto. Nie spałam już. Moje serce ogarniało dziwne uczucie. Wrażenie nadchodzącego końca. Jakby cało świat miał dziś wybuchnąć, a wybuch pochłonąć wszystkie płaczące dusze na ziemi. Ta wizja towarzyszyła mi coraz częściej. Lecz nić nie mogłam zrobić. Jak zwykle ubrałam się i wyszłam do szkoły, gdzie czekało mnie kilu przyjaciół i całe legiony wrogów. Tak, odrzucenie, pogarda, samotność. To spotyka osoby, które są inne niż cała reszta.Moja odmienność. Jakby to wam wyjaśnić... Nie jestem zwykłym człowiekiem. Posiadam niezwykły dar. Większość nazywa go mocą cofania czasu, lecz w rzeczywistości to sama nie wiem jak go określić. Polega on na tym, że mogę leczyć innych.. Potrafię rekonstruować kończyny a nawet pozbyć się raka czy białaczki. Choć jedynie pomagam ludziom, oni nadal widzą we mnie wroga. Patrzą na mnie z góry. Moi przyjaciele także nie należą do tego świata. Kurosaki Ichigo i Kuchiki Rukia są shinigami, pochodzą z Soul Society, a Uryuu Ishida jest Quinshim. Uwielbiam przebywać z nimi w społeczności dusz. Tam czuję się jakbym była w prawdziwym domu. Z wieloma przyjaciółmi.
Idąc do szkoły zastanawiałam się jak dziś przetrwam kolejne kilka godzin męki. Gdy weszłam do budynku wszyscy gapili się na mnie, szeptali coś między sobą i chichotali. Z resztą to nic nowego. Chciałam tylko jak najszybciej spotkać moich przyjaciół. Nie lubiłam przebywać sama. Zawsze źle to się dla mnie kończyło. Co chwila ktoś mnie zaczepiał i poniżał, a Ichigo i Rukia budzili strach wśród innych, przez to że byli shinigami. Dzięki temu byłam przy nich bezpieczna.
Zmierzałam do klasy, gdzie miała się odbyć lekcja fizyki (o zgrozo!). Oczywiście zza progu wyłonili się wyłoniło się trzech chłopaków, a precyzując, moich dręczycieli.
- Patrzcie, patrzcie. Czy to nie ta kosmitka, Orihime ?
-Haha, masz rację Yasutora, chyba dziś nie ma jej strażników !
Po tym pytaniu mocno kopnął mnie w piszczel i upadłam na ziemię. Pociągnął mnie do tyłu za moje długie, rude włosy, tak abym spojrzała na ich twarze, obserwujące mnie z góry. Sprawiało im to nie małą przyjemność. Już mieli kolejny raz mnie uderzyć, kiedy nadbiegł Ichigo. Dwóch zdołało uciec, a Yasutora został złapany przez mojego przyjaciela, który przeszywał go wzrokiem mówiącym ,,zaraz cię zabiję".
- Dlaczego jej to robicie? Czemu ona wam tak, do cholery, przeszkadza ?!
- Przecież K- Kurosaki-san, my tylko ....
- Nie, to nie jest ,,tylko" , to co wyprawiacie jest poniżej krytyki !
- Ale ... ale ona jest tylko dziwadłem !
Ichigo zmarszczył brwi, a jego wzrok i wyraz twarzy były tak straszne, że nawet mnie zmroziło od środka.
- Ludzie tacy jak ty potwornie mnie wkurzają. Każdy, kto urodziła się na tej planecie ma prawo tutaj żyć! Rozumiesz. Tak samo jak i ty i ja. Czy to naprawdę takie trudne do pojęcia ?
Yasutora był tak przerażony, że nie mógł wykrztusić z siebie nawet jednego słowa. Mój przyjaciel puścił go i odszedł, a ja za nim. Poszliśmy na dach, gdzie czekała na nas Rukia i Ishida.
-Orihime, nic ci nie jest ?
-Nie, przepraszam za kłopot.
- Nie wygłupiaj się ! Najważniejsze, że jesteś cała.
Zapadła chwila cisz, ale ja już się szykowałam, bypowiedzieć coś, co już od dawna w sobie dusiłam.
-Ja... ja zastanawiam się jakby to było, gdybyśmy nigdy im nie powiedzieli. O tym, że jesteśmy inni. Kiedyś nasze życie wyglądało inaczej, byliśmy akceptowani, a teraz?
Spojrzeliśmy po sobie, ze smutnymi minami. Zapadło milczenie. Nagle Rukia zaczęła :
-Ten czas, kiedy byliśmy traktowani normalnie. Czy pamiętasz jeszcze te beztroskie dni i to beztroskie niebo, na które patrzyliśmy ?
- Nie, już dawno o nich zapomniałam.
Zgadza się. Już od 3 lat zostaję tak mocno przygniatana tymi wszystkimi przykrościami, że już nawet nie jestem w stanie przywołać tych dobrych chwil. Jestem tylko odmieńcem, który jest celem do ataku.
A tak przy okazji, nazywam się Inoue Orihime.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz